Niekończąca się opowieść może się skończyć


Elo


Postanowiłem stworzyć tego bloga żeby opowiedzieć historię moich zmagań z nadmiarem tłuszczu w moim ciele, która właśnie zaczyna się na nowo.


Żeby nie przynudzić – od zawsze miałem problem z lekką nadwagą, od dziecka byłem “papuśny”, potem w podstawówce trochę mi zeszło, bo uprawiałem sport na podwórku po kilka godzin dziennie. Pod koniec podstawówki, w 1993, poważnie się rozchorowałem, co odcięło mnie z życia na jakiś rok, i zacząłem przyjmować leki, które mocno zaburzały metabolizm. Różne rzeczy się działy, jak u każdego w życiu, przestałem się kontrolować z jedzeniem, i po okresach mniejszej i większej nadwagi, po trzecim poważnym nawrocie choroby w 2003, doszedłem do rekordowego wyniku – ponad 160kg. Ile dokładnie tego było – nie wiadomo, moja waga zatrzymywała się na 160, a było chyba więcej. Podsumowując ten okres – nie zrzucam wszystkiego na niekorzystną sytuację, sprzyjającą tyciu – zaniedbałem się, zamiast pilnować diety i ćwiczeń, i skończyło się źle. Przy okazji warto wspomnieć, że od końca 1999 jestem wegetarianinem, w okresie 2000-2004 byłem weganinem, potem znowu wegetarianinem od 2004 do 2010, potem znowu weganinem od 2010 do 2014, i teraz znowu wegetarianinem, od paru miesięcy. Mięsa nie jem od końca 1999, zmiana w odżywianiu w tym okresie polega na całkowitym odrzucaniu nabiału, i powrotach do jedzenia go.


Potem w 2010 nastąpił przełom i zacząłem się odchudzać – na początek wróciłem do weganizmu, i z rozpędu poszło kilkanaście kilo, potem dołożyłem ćwiczenia i poszło znowu trochę, potem się zatrzymało, więc poszedłem do profesjonalnego dietetyka (szczerze polecam każdemu rozpoczęcie walki z nadwagą od tego kroku), zacząłem intensywniej ćwiczyć i w 2012 doszedłem do wagi 110kg. Czyli schudłem ponad 50kg. Ciągle jednak to nie był finał, ale już niewiele brakowało. Według analizy składu ciała, wygląda na to że mam całkiem sporo mięśni i ciężkie kości, więc moja optymalna waga powinna wynosić około 100kg, przy wzroście 183cm. Czułem się świetnie i całkowicie wszystko się zmieniło, zupełnie jakbym wygrał nowe życie.


Wtedy niestety przeżyłem lekki kryzys i przerwałem dietę i ćwiczenia – stopniowo zacząłem tyć i czuć się coraz gorzej, aż niedawno doszedłem do stanu 137,8kg. To znaczy dwa dni temu, dzisiaj już było 135,9kg. Wróciłem na dietę i wygląda na to że dzieje się to co stało się po przejściu na profesjonalną dietę – w ciągu około miesiąca straciłem jakieś 17kg. Możecie w to nie wierzyć, ale tak właśnie było – a to dlatego że mój organizm zatrzymuje mnóstwo wody, kiedy się źle odżywiam – mam obrzęki nóg itd. Po przejściu na zdrową dietę, mój organizm usunął większość zalegającej wody, jak sądzę po tym okresie mogłem mieć 4 kg tłuszczu mniej, i 13 kg wody mniej – codziennie kiedy wchodziłem na wagę, ważyłem pół kilo albo kilo mniej. To absolutnie niemożliwe żeby zrzucić tyle tłuszczu tak szybko, to po prostu musiała być woda.


No więc, teraz liczę na to samo – że pozbędę się jak najwięcej wody w krótkim czasie, a potem zacznie się poważniejsza walka z tłuszczem.


Będę tu wrzucał historie z mojej walki z nadwagą, przemyślenia, czasami jakieś foty itd – chciałbym uniknąć motywacji w stylu – weź się za siebie, to nie jest trudne, przecież umiesz, jak ty tak możesz i każdej innej tego typu. Wiem że odchudzanie jest naprawdę trudne, a mówię tak, ponieważ parę wygranych walk już mam za sobą – od najtrudniejszej, z chorobą, przez rzucenie papierosów, alkoholu, rezygnację z mięsa itd. Nie chcę pompować swojego ego, udowadniać co to nie ja, dalej jest kilka rzeczy z którymi walczę –  chcę tylko powiedzieć że ja wiem jak trudne jest chudnięcie. Dlatego chcę świecić przykładem, mówić jak ja próbuję to rozwiązać itd, bo ja wiem jak to jest  – i wiem że jeśli ktoś nigdy przez to nie przechodził, to do końca nie wie o czym mówi, nawet jeśli ma dobre intencje. Czasami próby pomocy niestety wcale nie pomagają,  a nawet pogarszają sytuację, nawet jeśli ktoś bardzo chce pomóc. To bardzo skomplikowany i trudny temat, dlatego chcę przekazywać wieści z frontu, może to komuś pomoże.


Za inspirację, motywację, wyrozumiałość, kiedy zamiast chudnąć tyłem, mimo że obiecałem co innego, no i ciągłe ochrzanianie mnie, żebym się wziął za siebie, dziękuje mojej Ani – wierzę w to, że tym razem uda się to co zaplanowałem i za jakiś czas zacznę wyglądać i czuć się dobrze.

 


Dla potwierdzenia swoich słów, zamieszczam fotę, która dokumentuje okres utraty wagi od ponad 160kg do około 110kg. W następnym poście wrzucę aktualne foto, i co jakiś czas będę zamieszczał foty z postępów.

552757_490673617617485_991052099_n